środa, 30 grudnia 2015

compicated

Rozdział 7
Martyna:
Dojechaliśmy na miejsce spotkania. Było z 15 osób. Dziewczyny podbiegły do Leo,robiły zdjęcia,rozmawiały...Pytały o Charlsa. To miłe ale z drugiej strony straszne,że chciały spotkanie tylko z Leondre. Ale Leoś nie pozwolił na to. Rozmawiał z Charliem na skype przez cały nasz pobyt w Warszawie. A zanim tu przyjechaliśmy spytał się go o zgodę. Bambinos robiły sobie zdjęcia z tabletem Leo na którego ekranie był mój drugi książę. To takie urocze ,że Leo nie daje NIGDY pokazać ,że jest faworyzowany. ,,Jak bracia" -uwielbiam gdy to mówią. Ale i tak to musiało śmiesznie wyglądać dla przechodniów. 

-cześć.Mogę sobie zrobić z Tobą zdjęcie?-spytała się mnie jedna z dziewczyn gdy pisałam coś w telefonie
- ze mną? dlaczego?
-bo jesteś dziewczyna Leo-ale mi argument pomyślałam
-nie jestem jego dziewczyną
-jesteś,tak napisał-no tak zapomniałam o tym ale myślałam,że nie wezmą tego na poważnie

Charlie:
Rozmawiać z fanami z Polski siedząc u siebie w domu na kanapie w UK ? Już nic mnie nie zdziwi. Niedługo po tym jak natknąłem się na Julkę,która nie zostawiła po sobie żadnego śladu,zadzwonił Leondre. Jest mega bratem.Gadałem tak z dobrą godzinę. Dziewczyny robiły sobie ze mną zdjęcia. Właściwie z tabletem Leo na którego ekranie byłem. Jak to śmiesznie brzmi,a pewnie jeszcze lepiej wygląda. Od razu poprawił mi się humor. 

Martyna:
-ale nawet jeśli nie jesteś-ciągnęła dziewczyna- to nie ważne. Sprawiasz,że na jego twarzy pojawia się uśmiech. To się liczy najbardziej. 
-oo.... to bardzo miłe.-powiedziałam i przytuliłam Zuzę,bo tak miała na imię. 
-proszę weź mój numer i dzwoń kiedy będziesz miała jakikolwiek problem lub gdy będziesz chciała sie po prostu wygadać
- Wow, serio?
- tak. Nadal jestem Bambino a one się wspierają.

Leondre:
Podczas rozmowy z dziewczynami spojrzałem w stronę Tini. Jak ona to robi,że każdego od razu do siebie przekonuje? No mnie na to złapała hahhaa 
-hej! Nie chcę przeszkadzać...
-chcesz-powiedziała Tini
-nie przerywaj -zaśmiałem się,a jej kąciki ust uniosły się lekko- ale widzę,że to ty jesteś tu dzisiaj królową-objąłem ją w talii.
- oooo....jak słodko-słychać było szepty dziewcząt.
- oj przepraszam muszę odebrać... mama-ostatnie słowo wyszeptała mi do ucha
-No dobrze. Teraz jesteście wszystkie moje-powiedziałem dumnie i odeszliśmy parę metrów dalej , a Martyna odeszła w drugą stronę

~~ 5 minut później~~
Zagadałem się. To trochę dziwne. Dziewczyny zaczęły się śmiać z mojego zauroczenia nutellą. No co ja poradzę? Spojrzałem w stronę gdzie stała Tini. Nie było jej tam....

Ohohoho. I co teraz? Tego się nie spodziewaliście ,prawda??
                                                                                       MaRtYnA :))

1 komentarz: