czwartek, 25 lutego 2016

Remember when we'd talk all night...

Rozdział 10
~Charlie~
Nie chciałbym być teraz na miejscu Leo. To musi być dla niego trudne. Myślę o niem ale o Julce tez nie mogę przestać. Chciałbym być teraz obok niej ale nie mogę nic zrobić. Nie mogę ich z tym zostawić samych. To wszystko jest takie pokręcone,takie dziwne,nie do wyjaśnienia. Od samego początku byli nierozłączni To dziwne ale od pierwszej chwili. Leo się zmienił. Wydoroślał. Nie chcę,nie mogę pozwolić żeby stracił przez to wiarę w siebie. Wiarę w nas, w BaM. Tak sie dzieje,to ona utrzymywała go ostatnimi czasy przy życiu. Nawet ja już nie mam na niego takiego wpływu.Nie wiem może mam ale czuję ,że mnie i tak nie posłucha.Raz już nie posłuchał i gdzie go to doprowadziło?Moje nocne przemyślenia przerwał stukot do drzwi.
-kto tam?-jest trzecia o co może chodzić?
-to ja ,mogę wejść?-to Leo
-no jasne.
-też nie możesz spać?
-no nie mogę.Nie daje mi to spokoju..
-właśnie. Wygląda jak Tini ale nie zachowuje się jak ona.Może to było celowe. Chciała mi dać do zrozumienia ,że już mnie nie chce ,że już mnie nie kocha...
-co ty bredzisz?Gdyby Cię nie kochała ,nie zareagowałaby w taki sposób na twoja wizytę.
-niby jaki?
-płakała to mówiąc.-
-to przez złość.
-Coś ty.Rozmawiałem z jej mamą.Ona całymi dniami płacze,nic nie je ,nie pije ,tylko leży i słucha muzyki. A wiesz czego?Nas. Ona nas słucha.Dalej utrzymujesz swoje zdanie?-to się wygadałem.
-nie wiem już co myśleć,co robić.Nie chce jej stracić .
-wiem,że nie stracisz.
~Martyna~
Jest jeszcze wcześnie. Śpiew ptaków mnie obudził,a nie to twitter. Chociaż to mnie trochę rozbawiło. Nie chcę sprawdzać kto to. Może to Charlie ,jego mi strasznie brakuje. Zresztą nie tylko jego..Nie ważne,muszę się ogarnąć.
O to Julka. Przez to wszystko zupełnie o niej zapomniała.
-cześć ,przepraszam cie ,że ci nie odpisywałam ale miałam za dużo na głowie.
-nic nie szkodzi,wszystko wiem.
- no tak,jakoś mnie to nie dziwi.
-wszystko będzie dobrze,obiecuję ci. Powiedziałabym Ci coś ale pewnie nie masz na to ochoty...
-nie no co ty, mów ,ja mam teraz bardzo dużo wolnego czasu
-okej . No to zaczęło się od tego,że nie powiedziałam ci,że byłam wtedy w Londynie....

Pisała,pisała i pisała... Ale gdy juz to przeczytałam to nie mogłam powstrzymać łez. Przypomniało mi to mnie i Leondre. Historia lubi się powtarzać. Gdyby to było proste,gdyby on wiedział co ja tam przeszłam to by mnie zrozumiał.Umiał by mi pomóc,a tak to nic potrafi ze mną zrobić. Ma do mnie żal ale ja inaczej nie umiem. Boję się mu spojrzeć teraz w oczy...
- Julka! To niesamowite jakie miałaś szczęście.
-Miałam,właśnie. Nie wiem czy on mnie nawet pamięta.
-szkoda,że nie dałas mu numeru.
-wiem ale musiałam juz wrócić.
- W sumie mam pewien pomysł. Ale nie na teraz. Musiałabym trochę pogadać z nim i wtedy.. A nie czekaj,zapomniałam! On przecież jest tu teraz.
-tu ,to znaczy gdzie?
- oj ty głupia. W Polsce a gdzie ?
- to nic nie zmienia. Przeciez i tak mnie nie będzie szukał.
- jesteś pewna? Bo ja nie. Przekonam sie o tym i dam Ci znać.Mówiłam ,że tego nie zostawię. I tak będzie.

Postanowiłam,że nie będę traciła czasu na zbędne przemyślenia. Prędzej czy później będę się musiała z nim spotkać. Wiem,że on nie da za wygraną. A poza tym przyjaźnię się z Charliem więc to nieuniknione. Ubrałam się:

Wyszłam z domu. Wsiadłam do metra i pojechałam do hotelu,w którym byli. Jadę do Charliego. To mój dzisiejszy cel.

Dojechałam na miejsce. Dam radę wiem to. Nic mnie nie powstrzyma przed uszczęśliwieniem Julki,której teoretycznie nie znam. 
-przepraszam ,w którym pokoju zatrzymał się Charlie Lenehan i Leondre Devries?-spytałam recepcjonistki.
-przykro mi ale nie mogę udzielać takich informacji.- świetnie
-ja..ja jestem dziewczyną jednego z nich i umówiliśmy się,że do nich przyjadę.-ehem.. kłamać to ja widocznie potrafię. Ale to w sumie nie jest kłamstwo,chociaż...nie wiem sama.
-no dobrze. Pokój numer 72,zaprowadzę cię.
-nie trzeba ,poradzę sobie,dziękuję za pomoc. 
Wcisnęłam przycisk od windy,wsiadłam. Jadąc czułam się jakby tam gdzie jadę czekało na mnie coś cudownego. Wyjdę z niej, a on tam będzie stał. Wtulę się w niego i zapomnimy o wszystkim co się wydarzyło. 

sobota, 23 stycznia 2016

What do you mean?

Rozdział 9
-Wróciła...Już jest...
-ale gdzie była?mogę ją zobaczyć?-powiedziałem do słuchawki.
Minęły dwa tygodnie..dwa tygodnie bez niej..bez jej uśmiechu.Razem z Charliem zamartwialiśmy się cały czas. A tu nagle dzwoni jej mama i mówi ,że wróciła. Tak po prostu? Było późno ale ja nie zamierzałem czekać do jutra.
-ona może być zmęczona.Poczekajmy do jutra...-powiedział Charlie
-ciekawe czy gdybyś ty był w takiej sytuacji mógłbyś czekać.
-pewnie nie
Charlie:
Rozumiem go. No nie dosłownie...wiadomo. Ale trochę czuję się za to odpowiedzialny. Może gdybym pojechał z Leo do Polski od razu to nie było by tej sytuacji. Już nigdy na to nie pozwolę. Musimy być razem. Jak rodzina, Zawsze i wszędzie...Jedziemy to Martyny. Jest około 22:15. Rozumiem,że nie chce czekać. Sam  nie mam pojęcia co się stało. Tyle dni gdzieś...właśnie...gdzieś...
Leondre:
Nie ma na co czekać. Pojechaliśmy do niej. Po jakimś czasie dotarliśmy. Cały się trząsłem. Charlie też był wyraźnie zaniepokojony tym wszystkim. Czułem jego strach,a on pewnie mój.
-dobry wieczór  -powiedziałem gdy drzwi otworzyła mama Tini
-Co wy tutaj robicie?
-nie mogłem czekać.Muszę się z nią zobaczyć.
-To chyba nie jest dobry pomysł.
-przepraszam ale chyba mam prawo się z nią zobaczyć-powiedziałem zdenerwowany
-Leo uspokój się-powstrzymał mnie Charlie
-przepraszam Panią
-nic nie szkodzi.No dobrze wejdźcie ale nie obiecuję ,że będzie chciała Cię widzieć Leo
-no co pani mówi... przecież to śmieszne..Tini..Tini..gdzie jesteś?
-Kochanie wyjdź na chwilę-powiedziała pani Maja otwierając drzwi od jej pokoju-skarbie zdejmij słuchawki
Martyna:
-co chcesz?
Czy nikt nie potrafi zrozumieć ,że chcę być sama?!
-Masz gości..
-nie chcę nikogo widzieć...
-ale twój książę przyjechał.
-kto?-o co jej chodzi?
- Leondre kochanie
-o nie! zwłaszcza jego nie chcę widzieć.
Nie możliwe. Chcę o nim zapomnieć,a on zjawia się w moim domu? Czego on oczekuje,że rzucę się mu w ramiona? Nie ma szans.
Leondre:
- tak jak mówiłam..
-słyszałem co powiedziała. To bzdury.Ona sobie żartuje ,tak?
-niestety nie..
-Leo przyjedziemy jutro-powiedział Charlie
-jakie jutro? jestem tu teraz. Tini..princess -otworzyłem drzwi ,a ona siedziała ze słuchawkami w uszach. Jak by była w zupełnie innym świecie. Wzrok wbity w okno..jak by tu siedziała ale jakby jej tu nie było.


Spojrzała na mnie zimnym wzrokiem..
- Tini..
-nie mów tak do mnie..wyjdź stad
-dlaczego? nie rozumiem cię.
-właśnie i nigdy nie zrozumiesz.Wyjdź bo zacznę krzyczeć, nie żartuję!
-dobrze ,wyjdę ale jeszcze tu wrócę.


Rozdziały nie są długie ale mam nadzieję ,że się podoba :)
                                                                                MaRtYnA

piątek, 8 stycznia 2016

The feeling

Rozdział 8
Czasem gdy wszystko wydaję się być idealne,pojawia się coś lub ktoś ,kto ,,wali'' się prosto w twarz żebyś się obudził. Tak chyba było ze mną.
..........

Chyba straciłam przytomność. Ałć... Moja głowa-bardzo boli. Zaraz..gdzie ja jestem? Jest tak ciemno i zimno. Milion myśli przelatywało przez moją głowę. Ostatnie co pamiętam to widok Leo z BaMbinos. A nie.. rozmawiałam z mamą przez telefon i nagle.. no właśnie..co?


~~w tym samym czasie~~
Leondre:
Gdzie ona jest?Przed chwilą tu była!
-nie widziałyście Tini?
-niee-odpowiedziały prawie chórem
-no musi gdzieś tu być-zacząłem biegać w kółko. Czułem jak robi mi się słabo.
-Tini!!!-krzyczałem.Nie ma jej ,dzwonie..
-Leondre?-spytał Charlie
-nie do ciebie dzwoniłem ale skoro jesteś. Słuchaj. Byłem tu..teraz..ona..nie wiem co robić..
-uspokój się bo nic nie rozumiem...przed chwilą ze mną rozmawialiście,gdzie jest Martyna??
-no właśnie! Stała tu przed chwilą ,ja się na chwilę odwróciłem i już jej nie było..-jęczę zrozpaczony
-poszukaj jej w pobliżu-no co ty nie wpadłem na to
-patrzyłem... nigdzie jej nie ma
-no dobra.Rozłącz się ,dzwoń do jej mamy i to już. Będzie wiedziała co zrobić... A ja szukam samolotu i postaram się być jak najszybciej.
-dzięki bracie...

Charlie:
Jejku.. Dopiero co moja głowa odpoczęła od Julki , a tu takie coś. Mam nadzieję,że nic nie jest Tini. Jest dla mnie jak siostra. Nie wybaczę sobie jak coś jej się stanie...Nie! Charlie!Nie mówi tak!
-mamo,muszę jechać do Polski...
Leondre:
Od razu zadzwoniłem do jej mamy. Na początku myślała,że robimy sobie żarty,a potem już zrozumiała,że to coś poważniejszego. Po dwóch godzinach była już ze mną. Oczywiście zawiadomiła policję i wszyscy już jej szukali. Była na mnie zła. Znaczy jak ją pytałem to mówiła,że nie ale ja tam wiem swoje. W sumie sam jestem na siebie zły. Nie..to za mało powiedziane. Jestem na siebie wściekły. Jak mogłem do tego dopuścić?Jak mogłem dopuścić do tego,że moja księżniczka zniknęła.
-Leo-powiedziała Pani Maja -to nie twoja wina.Nie martw się ,ona się znajdzie.Wszystko będzie dobrze.
-wiem...nie może być inaczej.
Pani Maja:
Mówiąc do Leo te wszystkie słowa...chciałabym żeby stały się prawdą.To trudne...Moja mała córeczka. Tak się o nią boją. Nie wiem gdzie jest,czy głodna,czy jest jej zimno. Czy płacze,a może chce się przytulić...
Leondre:
Postanowiłem napisać posta na twitterze.
Część moje piękne. Mam poważną sprawę. Jeszcze dwie godziny temu powiedziałbym,że jestem najszczęśliwszy na świecie.Ale teraz... Chodzi o to,że Tini zniknęła...Nikt nie wiem gdzie ona jest. Jeśli ktoś z was ją gdziekolwiek zobaczy,to proszę o pomoc. To na prawdę ważne.

W sumie nie liczyłem na zbyt wiele. Ale każda pomoc się liczy. Tak na prawdę to może być wszędzie...
-Leondre..chodź pojedziemy do domu... Tutaj i tak nic po nas...Charlie dzwonił o powiedział,że nie dotrze wcześniej niż rano.
-Ja nigdzie nie idę. Skoro ona jest nie wiadomo gdzie to ja tu zostaję...-powiedziałem stanowczo
-Ona by tego nie chciała. Nie chciała by,żebyś przez nią cierpiał. No dobrze...Nie do domu ale chociaż do hotelu.
-no dobrze..-zgodziłem się bo wiedziałem,że Pani Maja nie odpuści....

Hejka :) Przepraszam,że tak długo nic nie było. I przepraszam,że dzisiaj tak krótko. Obiecuję,że następny będzie dłuższy ;)
                                MaRtYnA