poniedziałek, 14 grudnia 2015

Call me maby

Zdążyłam przymknąć oczy... zadzwonił mi telefon. Numer nieznany...
- halo?-pytam zdziwiona
- kocham cie my Polish Queen 
Zamarłam.Czy to się dzieje na prawdę?
-Leo to ty?
-no ja ja. a co myślałaś, że o tobie zapomnę?
-szczerze?
-zawsze
-tak właśnie myślałam.
-dzięki wiesz. Nie odzywaj się do mnie- obrażalski
-Leo?
-tak?
-ale to ty do mnie dzwonisz nie ja do ciebie
-no dobra,dobra wybaczam Ci.- podobno dziewczyny są zmienne
-chciałeś coś powiedzieć?a jak po koncercie w ogóle?-wydusiłam z siebie po chwili
- po koncercie cudownie.Polskie Bambinos są tak ciepłe i kochane.
- dzięki-powiedziałam zadziornie
-i skromne-dodał
- tak,to nasza wada wrodzona-słyszę jak się śmieję 
- śmieszna jesteś. Mam pytanko?
-no słucham-powiedz to Leondre,powiedz...
-chcesz się jutro spotkać?-CO?
-nie rozumiem.
-jesteśmy jutro jeszcze w Warszawie. I mamy wolny ranek. Chcesz się z nami spotkać?
-jeszcze pytasz? Pewnie,że chcę..
Leondre: 
Ufff. zgodziła się  Co ja bym zrobił gdyby było inaczej. Ciężka sprawa. Teraz tylko muszę Charlsa namówić. On się zgodzi. Braci się nie traci,a on zawsze mnie wspiera.Obgadałem z Tini kiedy i gdzie się spotkamy. Ma taki cudowny głos. Aż się nie chcę rozłączać. Ale muszę pogadać z bratem dlatego to było konieczne.
Wysłałem tylko sms a 
Do : Princess Tini
Już tęsknię. Do jutra księżniczko. xx
Po chwili otrzymałem odpowiedz:
Od: Princess Tini
Też tęsknię. Włóż jutro koronę mój książę <3
Genialna jest. Wiem,że ona żartuje ale zrobię to dla niej.Dobra idę do Charliego. Ubiegł mnie i wszedł do mojego pokoju.
-hej bro
-elo. Mam mega zadanie dla nas jutro. Tini przyjeżdża i chcę żeby zapamiętała ten dzień jak najlepiej.
Charlie:
-Zaprosiłeś ją tu?-zdziwiłem się. Zna ją od paru godzin.
-stary ja nie mogę przestać o niej myśleć.
-wiem o czym mówisz. Znam to uczucie.
- ej przepraszam,zapomniałem.
- nie ma sprawy.
Ciągle czuję ból po stracie mojej dziewczyny. Dużo czasu już minęło od naszego rozstania ale to szybko nie mija.
-jasne,że ci pomogę.-jak by inaczej?
- wiedziałem,że mogę na Ciebie liczyć.
Ranek:
Martyna:
Tak strasznie się denerwuję. Dojechałam i czekam.


A co jeśli nie przyjdzie? Na co ja liczę?
-Tini!-usłyszałam Leo
Leondre:
Zobaczyłem ją i bez chwili namysłu pobiegłem w jej stronę zostawiając Charliego.
-hej moja piękna
-cześć tęskniłam
-ja też,zobacz co mam na głowie

Martyna:
Razem z Charliem na głowach mięli korony. Moje księżniczki.
-ty wiesz,że ja żartowałam?
wiem-po czym podszedł do mnie i dał mi buziaka
-a to za co?
-za to,że jesteś- jak on to robi że czuje się jakbym latała?
-to też chcę ci coś dać
- a co to takiego?
-a co najbardziej teraz chcesz?
-przytulić Cię bardzo mocno i nie wypuszczać
-Król mówi król ma-po czym go przytuliłam
- ooo., jak słodko-powiedział Charlie
-zazdrościsz?-powiedział Leondre
-hej Charlie!-krzyknęłam i podbiegłam do niego
-hej księżniczko.jak tam?
-fajnie. Cieszę się że jestem tu z wami.
-Leo nie mógł przestać o Tobie gadać-szepnął Charlie,Zarumieniłam się.
-ej miałaś mnie nie zostawiać-wydarł się Leo
-ale ty jesteś zazdrosny.Już cie nie lubię-powiedziałam i się odwróciłam. Zaraz poczułam ,że ktoś mnie łaskocze. No jasne że Leo.
- ała miałeś się do mnie nie odzywać. -zaczęłam uciekać- mówiłam że cię nie lubię- złapał mnie :
-wiem że mnie nie lubisz, ty mnie kochasz....
I wyglądało to tak:


Leondre:
-kocham?-spytała
-Kochasz,bo ja też kocham-no i stało się.
Powiedziałem jej co czuję. Wiem,że to szybko ale tak trzeba.

Martyna:
Co tu się przed chwilą wydarzyło?! Czy Leonde Devries właśnie wyznał mi miłość?
- no chyba się nie mylisz
- w czym?
- no wiesz w czym
-wiem ale chce to usłyszeć
-kocham cię glupku!
-ja ciebie też księżniczko
Charlie:
Jejku jak oni cudownie razem wyglądają. Co ja bym za to oddał. No i znowu myślę o mojej ex. To już koniec. Trzeba patrzeć w przód.
-ej! zakochańce ,idziemy coś zjeść?-krzyknąłem a oni przestali się całować
-znalazłeś sobie moment na bycie głodnym
- upss
- jasne ,idziemy już-powiedziała Tini. Ona jest jak dobra siostra. Oby to się nie zmieniło.

Martyna:
Kiedy Leoś poszedł zamówić zostałam sama z Charliem.
-chyba musimy pogadać-stwierdził
-tak ? o czym?
- cieszę się że jesteście szczęśliwi.
-to tak szybko. ja jestem zmieszana.
-domyślam się ale czuję że wam się ułoży. Mam tylko prośbę..
-słucham,słucham...
-nie skrzywdź go ..
-nie zamierzam
-nie,daj mi dokończyć. Nie skrzywdź go a ja nie pozwolę żeby on cię skrzywdził.
-jejku Charlie. Dziękuję jesteś kochany. Jak taki ...
-brat?
-właśnie. Jak brat.
- Zadbam o ciebie siostrzyczko-obiecał mi
-nie wątpię -uśmiechnęłam sie i przytuliłam go mimo dzielącego nas stolika.
- a co tutaj się dzieje?-spytał Leo ,niosący jedzenie
- właśnie zostaliśmy rodzeństwem-powiedział dumnie Charlie
- o proszę. Nie było mnie tylko pięć minut. A tu już takie rzeczy...
- no widzisz...-powiedziałam
-no to teraz jesteśmy rodziną-powiedział Leo obejmując mnie i klepiąc Charlsa w plecy.

Spędziliśmy cały dzień razem. Widzieliśmy Warszawe z góry,bo chłopcy zabrali mnie na lot helikopterem. Cudowne chwilę. Z cudownymi ludźmi. Ale wszystko co dobre , szybko się kończy.
- zaraz mam pociąg
-nie przypominaj mi-powiedział smutny Leo
-ej nie smuć się. Niedługo się zobaczymy. Jest snap,skype. Nigdy się ode mnie nie uwolnisz.
- chodź tu-wystawił ramiona i przytulił. Obejmował mnie tak mocno jak by miał mnie już nigdy nie zobaczyć.
Nie wytrzymałam. Łzy zaczęły spływać mi z oczu jak by ktoś wylał na mnie butelkę wody.
- księżniczko nie płacz. Nie lubię gdy jesteś smutna.
-jedzie....
-pa Charlie, Będę tęsknić. Opiekuj się nim.
-spokojnie,nie dam mu zginąć...
-wiem,dziękuję. kocham cie bracie-wtuliłam się w niego
-idź do niego,bo zaraz mi tam padnie-zaśmiałam się
-Do zobaczenia niedługo. Odwiedzę cię obiecuje...
-ja nie ...
-nie lubisz obietnic. Wiem. Ale ja ich nie łamię. Zadzwoniłem? Tak. Już zawsze tak będzie.
Przytulałam się do niego ciągle płacząc. Jak można zżyć się z kimś tak mocno ,przez zaledwie dwa dni. No dwa dni i pół roku. Ale to nie to samo co miłość do idola. To już inny poziom.
-kocham cię księżniczko, myśl o mnie.-powiedział gdy byłam już w przedziale i wysłał mi buziaka.
-ODJAZD!!!- krzyknął konduktor.
Ledwo co usiadłam i przetarłam oczy ,dostałam snapa:


Kocham ich! To moje stwierdzenie życiowe z dzisiejszego dnia...

3 komentarze: