sobota, 23 stycznia 2016

What do you mean?

Rozdział 9
-Wróciła...Już jest...
-ale gdzie była?mogę ją zobaczyć?-powiedziałem do słuchawki.
Minęły dwa tygodnie..dwa tygodnie bez niej..bez jej uśmiechu.Razem z Charliem zamartwialiśmy się cały czas. A tu nagle dzwoni jej mama i mówi ,że wróciła. Tak po prostu? Było późno ale ja nie zamierzałem czekać do jutra.
-ona może być zmęczona.Poczekajmy do jutra...-powiedział Charlie
-ciekawe czy gdybyś ty był w takiej sytuacji mógłbyś czekać.
-pewnie nie
Charlie:
Rozumiem go. No nie dosłownie...wiadomo. Ale trochę czuję się za to odpowiedzialny. Może gdybym pojechał z Leo do Polski od razu to nie było by tej sytuacji. Już nigdy na to nie pozwolę. Musimy być razem. Jak rodzina, Zawsze i wszędzie...Jedziemy to Martyny. Jest około 22:15. Rozumiem,że nie chce czekać. Sam  nie mam pojęcia co się stało. Tyle dni gdzieś...właśnie...gdzieś...
Leondre:
Nie ma na co czekać. Pojechaliśmy do niej. Po jakimś czasie dotarliśmy. Cały się trząsłem. Charlie też był wyraźnie zaniepokojony tym wszystkim. Czułem jego strach,a on pewnie mój.
-dobry wieczór  -powiedziałem gdy drzwi otworzyła mama Tini
-Co wy tutaj robicie?
-nie mogłem czekać.Muszę się z nią zobaczyć.
-To chyba nie jest dobry pomysł.
-przepraszam ale chyba mam prawo się z nią zobaczyć-powiedziałem zdenerwowany
-Leo uspokój się-powstrzymał mnie Charlie
-przepraszam Panią
-nic nie szkodzi.No dobrze wejdźcie ale nie obiecuję ,że będzie chciała Cię widzieć Leo
-no co pani mówi... przecież to śmieszne..Tini..Tini..gdzie jesteś?
-Kochanie wyjdź na chwilę-powiedziała pani Maja otwierając drzwi od jej pokoju-skarbie zdejmij słuchawki
Martyna:
-co chcesz?
Czy nikt nie potrafi zrozumieć ,że chcę być sama?!
-Masz gości..
-nie chcę nikogo widzieć...
-ale twój książę przyjechał.
-kto?-o co jej chodzi?
- Leondre kochanie
-o nie! zwłaszcza jego nie chcę widzieć.
Nie możliwe. Chcę o nim zapomnieć,a on zjawia się w moim domu? Czego on oczekuje,że rzucę się mu w ramiona? Nie ma szans.
Leondre:
- tak jak mówiłam..
-słyszałem co powiedziała. To bzdury.Ona sobie żartuje ,tak?
-niestety nie..
-Leo przyjedziemy jutro-powiedział Charlie
-jakie jutro? jestem tu teraz. Tini..princess -otworzyłem drzwi ,a ona siedziała ze słuchawkami w uszach. Jak by była w zupełnie innym świecie. Wzrok wbity w okno..jak by tu siedziała ale jakby jej tu nie było.


Spojrzała na mnie zimnym wzrokiem..
- Tini..
-nie mów tak do mnie..wyjdź stad
-dlaczego? nie rozumiem cię.
-właśnie i nigdy nie zrozumiesz.Wyjdź bo zacznę krzyczeć, nie żartuję!
-dobrze ,wyjdę ale jeszcze tu wrócę.


Rozdziały nie są długie ale mam nadzieję ,że się podoba :)
                                                                                MaRtYnA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz